Senat przyjął ustawę o emeryturach górniczych i nie tylko – Czekamy tylko na podpis Prezydenta RP
 

Artykuły

Warszawa: bitwa z górnikami

PAP, TOK FM, pi 26-07-2005

Starciami z policją zakończyła się wtorkowa manifestacja górników w obronie prawa do emerytury po 25 latach pracy pod ziemią, mimo iż otrzymali oni zapewnienie, że parlament na obecnym posiedzeniu zajmie się ich sprawą. W manifestacji przed Sejmem uczestniczyło ok. 5,5 tys. górników. 37 policjantów i 7 górników odniosło obrażenia, zatrzymano 69 osób

Teren wokół Sejmu przypominał wielkie pobojowisko. Powyrywane kwiaty, połamane gałęzie drzew i krzewów, rozbite płyty chodnikowe.

Regularna bitwa między związkowcami a policją zaczęła się ok. 12.30. Rozwścieczeni związkowcy najpierw przewrócili barierki, a później zaatakowali funkcjonariuszy oddzielających ich od gmachu Sejmu. Użyto gazu i armatki wodnej.

Tymczasem okazało się, że starcia były niepotrzebne, bo sejmowa komisja polityki społecznej zdecydowała, że zarekomenduje Sejmowi utrzymanie obecnego systemu emerytur dla górników. Wacław Czerkawski z ZZW Górników w Polsce: - Skończyła się komisja, która przyjęła projekt emerytur górniczych. Mówiliśmy ludziom, że ustawa przyjęta i żeby ewakuować ludzi. Niestety nie do wszystkich to dotarło. Wybieramy się teraz do marszałka z prośbą by projekt przedłożył w Sejmie do głosowania i przeprosić za to co się stało. Komuś puściły nerwy. Nie szło opanować emocji. Nad 7 tysiącami ludzi zapanować jest bardzo ciężko, resztę zrobiły promienie słoneczne. Niepotrzebna wojna, są ofiary po obu stronach, za które serdecznie przepraszam.

O 13.40 Klaudiusz Slezak, reporter radia TOK FM relacjonował: - Górnicy na ulicy Górnośląskiej nic nie wiedzieli o zgodzie komisji. 100-200 osób szamocze się z policją, ta ich spycha, niszczone są auta, które są zaparkowane w pobliżu. Prym wśród górników wiedzie poseł Garbiel Janowski. Próbuje ich uspokajać, ci jednak widząc, że policja go nie atakuje zachowują się jeszcze bardziej agresywnie. Policja przez megafony apeluje, by osoby z immunitetem opuściły tłum.

Relacja Slezaka z godz. 13.05: - "Na ul. Górnosląskiej trwa bitwa, górnicy rzucają czym popadnie, w tym płytami chodnikowymi. Chcą dalej walczyć. Policja rozbiła tłum na mniejsze grupki. Najbardziej krewkich zakuto w kajdanki, reszta jest rozwścieczona. Wielu górników przyjechało tylko po to by stoczyć walkę. Nie chcą rozmawiać z władzami. Większość górników co prawda chciała rozmów z parlamentarzystami, ale przewagę zdobyli ci, którym zależało na rozróbie. Widziałem kilkanaście osób z rozbitymi głowami, które odwoziły karetki. Kordon policji był jednak gęsty i karetki nie mogły dojechać na miejsce. Na miejscu są tylko trzy karetki , których załogi mają mnóstwo pracy. Wielu górników ma rozbite głowy, wielu dostało kamieniami od kolegów którzy nie dorzucili do policjantów. Nie widziałem jednak pijanych osób."

Gaz łzawiący w Sejmie

Gaz łzawiący, użyty podczas wtorkowego starcia manifestujących górników z policją, przedostał się do budynków sejmowych. Osoby jedzące obiad w sejmowej restauracji, której okna wychodzą bezpośrednio na ulicę, gdzie odbywał się protest, pospiesznie opuszczały salę z załzawionymi oczami.

W kuluarach sejmowych, gdzie ustawione są telewizory, posłowie obserwowali bezpośrednią relację sprzed Sejmu. Zajścia obserwowano także z okien wychodzących na ulicę Wiejską.

Wjazd na teren sejmowy przez cały czas trwania zamieszek był właściwe niemożliwy, nawet dla samochodów posiadających specjalne przepustki.

Były wicepremier Jerzy Hausner, który spieszył się do Sejmu na konferencję prasową, musiał wspinać się, aby pokonać barierki ustawione dla zapewnienia bezpieczeństwa na terenie parlamentu. Podobnie do budynku musiał przedostać się senator Andrzej Wielowieyski.

Bitwa pod Sejmem. Politycy ulegli górnikom

Dominik Uhlig, Józef Krzyk, Piotr Purzyński, Katowice 27-07-2005,

Na policjantów leciały kamienie, nakrętki, styliska kilofów. Rannych zostało 37 policjantów i siedmiu górników. Górnicy przyjechali we wtorek do Warszawy, żeby zmusić Sejm do utrzymania korzystnej dla siebie ustawy emerytalnej. Politycy ulegli

Tuż po siódmej, kiedy górnicy dopiero co przyszli pod Sejm, w stronę ochraniających policjantów już poleciały pierwsze petardy. - Przestańcie, nie przyszliśmy się tu napier... z policją, mamy do załatwienia ważną sprawę - wołali szefowie związków.

Wrogiem numer jeden okrzyknęli marszałka Sejmu Włodzimierza Cimoszewicza, który jeszcze rano zapowiedział, że nie wprowadzi projektu ustawy emerytalnej pod obrady Sejmu, bo "w końcówce swego istnienia Sejm nie ma prawa podejmować decyzji, które mogą zrujnować system finansów publicznych".

Dotychczasowa ustawa, według której do uzyskania emerytury wystarczy przepracować 25 lat pod ziemią bez względu na stanowisko, miała obowiązywać do 31 grudnia 2006 r.

Przygotowany kilka miesięcy temu przez "Solidarność", a podpisany przez 150 tys. osób (czyli więcej, niż pracuje w górnictwie) obywatelski projekt ustawy emerytalnej zakłada przedłużenie dotychczasowych uprawnień.

Nie chce się zgodzić na to rząd, bo według jego wyliczeń do 2011 r. z budżetu trzeba będzie dopłacić do górniczych emerytur 26 mld zł.

Proponuje za to emerytury pomostowe. - Zatrudnieni pod ziemią w wieku 55 lat przechodziliby na emerytury pomostowe - powiedziała nam Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister polityki społecznej.

Górnicy nie chcą jednak o tym słyszeć. - Po ćwierćwieczu pracy na przodku człowiek jest już wrakiem - argumentuje Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności". - Górnicy mają zmiany stawów i kręgosłupa, bo w nienaturalnych pozycjach dźwigają olbrzymie ciężary. Do tego dochodzą zniszczone przez pył węglowy płuca. Na cmentarzu w Rybniku Chwałowicach leży wielu górników, którzy nie dożyli 60 lat - dodaje.

Pomysł nie podoba się także szefom spółek węglowych, bo pomostówkę wypłacałyby budżet państwa i pracodawca. - To coś, czego nie ma w Unii Europejskiej, czyli dodatkowe koszty. Tylko Kompania Węglowa (71 tys. zatrudnionych) wydawałaby rocznie na ten cel 250 mln zł. To połowa jej budżetu na inwestycje - wyjaśnia Piotr Rykala, prezes Związku Pracodawców Górnictwa Węgla Kamiennego.

Mimo wcześniejszych obiekcji marszałek Cimoszewicz obiecał po południu liderom związkowym, że do drugiego czytania trafi projekt "Solidarności". Zostanie jednak okrojony o artykuł dotyczący przywilejów emerytalnych dla górniczych działaczy związkowych. Straciliby oni możliwość traktowania pracy związkowej jak pracy pod ziemią (15 lat pod ziemią plus 10 lat pracy związkowej miało się liczyć jak 25 lat pod ziemią).

Związkowcy górnicy zgodzili się na te zmiany. Strony uzgodniły też wykreślenie z ustawy innych grup zawodowych, min. hutników i nauczycieli.

Jak powiedziała nam wiceminister Chłoń-Domińczak, rząd będzie przeciw tej propozycji. - Zdecydują posłowie, którzy ostatnio wielokrotnie głosowali wbrew rządowi. Jeśli projekt obywatelski przejdzie, będzie to wielki sukces górników, za który zapłacą inni.

Przywileje emerytalne górników skrytykował b. minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner. - Mamy do czynienia z rozmontowywaniem systemu emerytalnego, inne grupy będą chciały tych samych przywilejów. Polska na tym właśnie cierpi - podkreślał Hausner. - Górnicy - dodał - i tak mają obliczane emerytury w sposób korzystniejszy niż inne grupy zawodowe ze względu na tzw. przeliczniki zaliczające każdy rok pracy pod ziemią w wymiarze dłuższym niż rok (1,8 lub 1,5).

Posłowie z większości klubów deklarowali wczoraj, że poprą okrojony projekt "Solidarności".

Sejm przyjął ustawę o górniczych emeryturach

Monika Adamowska 27-07-2005

Sejm przyznał górnikom bezterminowo specjalny system emerytalny. Będą mogli po 25 latach pracy pod ziemią przechodzić na emeryturę bez względu na wiek. Pozostali pracujący w szczególnych warunkach, w tym nauczyciele mogą też przechodzić na wcześniejszą emeryturę, ale tylko do końca 2007 r.

Za ustawą głosowało 295 posłów, 43 było przeciw, wstrzymała się jedna osoba.

Po wtorkowych górniczych demonstracjach pod Sejmem posłowie w ekspresowym tempie zajęli się wczoraj zmianami w systemie emerytalnym. Spełnili oczekiwania nie tylko górników, ale także wszystkich innych grup pracujących w szczególnych warunkach, m.in. hutników, kolejarzy, rybaków i nauczycieli. SdPl i PiS zaproponowały bowiem, by te grupy miały przedłużoną o rok - do końca 2007 r. możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę na dotychczasowych zasadach.

Zaczęło się już o godz. 9 rano. Posłowie rozpoczęli pospieszne drugie czytanie leżącego od czerwca w Sejmie projektu.

Debata

Ale w debacie mniej zajmowano się meritum sprawy a bardziej polemikami między sobą i komentowaniem wtorkowej demonstracji. Większość obciążała marszałka Włodzimierza Cimoszewicza (SLD) odpowiedzialnością za zamieszanie z projektem ustawy i za to, że tygodniami nie dopuszczał pod obrady projektu. Zarzucano mu, że ugiął się dopiero gdy górnicy przybyli pod Sejm, przez co pospieszna dyskusja nad ważnymi przepisami trwa podczas kampanii wyborczej.

Waldemar Pawlak (PSL) atakował Cimoszewicza: - Mechanizmy parlamentarne są chore, skoro jedna osoba może coś dopuścić lub nie. Po co było pokazywać, że się jest stanowczym i silnym wobec kulturalnych i słabszych, a słabym wobec siły i protestu?

Także Maria Nowak (PiS) miała marszałkowi za złe wtorkowe zachowanie. - Społeczeństwo otrzymało sygnał, że burdami przed Sejmem można osiągać swoje cele - mówiła.

Oburzał się też Jan Rokita (PO): - W tej sytuacji Sejm może sobie wyrobić opinię zastraszonego kijami i śrubami. Od nas zależy czy władza publiczna będzie traktowana jak popychadło, w dodatku cwaniackie popychadło, które kręciło, by nie dać, ale kije ją wystraszyły.

Projekt Platformy

Rokita przestrzegł przed zajmowaniem się tylko górnikami i w imieniu PO złożył nowy projekt ustawy - formalnie jako poprawkę do projektu rozpatrywanego przez Sejm.

60-stronicowy projekt PO (szykowany do przedstawienie w Sejmie następnej kadencji) zakłada wprowadzenie emerytur pomostowych i stworzenie specjalnego funduszu, z którego byłyby one finansowane. Górnicy przejść na "pomostówkę" mogliby już po 15 latach pod ziemią.

Osoby, które "nie załapałyby się" na wcześniejsze emerytury do końca 2006 r. i nie przeszłyby na pomostowe, dostałyby rekompensaty, np. w postaci podwyższenia kapitału emerytalnego.

Projekt PO przepadł jednak w głosowaniu.

Co posłowie uchwalili?

Przyjęte wczoraj poprawki zakładają, że ten, kto przepracuje na dole 25 lat będzie mógł przejść na emeryturę bez względu na wiek. Pozostali mogą to zrobić w dwóch przypadkach: (gdy skończą 55 lat i mają za sobą 25 lat pracy górniczej, w tym co najmniej 10 pod ziemią; (kiedy mają 50 lat i 25 lat pracy, ale w tym aż 15 pod ziemią.

Zawężono spis prac traktowanych jako równorzędne z pracą pod ziemią.. - Przywileje stracili urzędnicy górniczy, lekarze górniczych ZOZ-ów, a nawet samorządowcy, którzy pełniliby nadzór właścicielski nad kopalnią - wyjaśnia Jacek Kasprzyk, wiceprzewodniczący sejmowej komisji polityki społecznej.

Osobom pracującym w szczególnie trudnych warunkach m.in. rybakom, kolejarzom i nauczyciele - przedłużono o rok możliwość przechodzenia na wcześniejsza emeryturę. Będą mogli to zrobić do 31 grudnia 2007 r.

Oczywiście jeśli dzisiaj Senat nie zakwestionuje sejmowych ustaleń, a potem podpisze je prezydent.

Jaki będzie koszt tych zmian?

Wiceminister Agnieszka Chłoń-Domińczak w Ministerstwie Polityki Społecznej tłumaczyła, że dziś wszystkie wcześniejsze emerytury pochłaniają 14 mld zł rocznie (oznacza to, że każdy pracujący płaci rocznie ponad 1 tys. zł na sfinansowanie tych emerytur).

Z jej wyliczeń wynika, że specjalny system emerytalny dla górników i przedłużenie do 2007 r. prawa do wcześniejszej emerytury dla licznych grup zawodowych spowoduje zwiększenie wydatków z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych o 1 mld zł w 2007 r. i o 2 mld w 2008 r.]

Po bitwie górników walka na słowa

Rzeczpospolita

Debata o górniczych emeryturach przerodziła się w przedwyborczy festiwal. Posłowie zajęli się głównie szukaniem winnych wtorkowych burd. Najbardziej dostało się marszałkowi Sejmu, potem PO i rządowi.
Sejm nie był najlepiej do dyskusji przygotowany. - Nie ma takiej możliwości, aby górnik pracował do 65. roku pod ziemią - zaczął Wacław Martyniuk z SLD. - Nikt nigdy nie proponował podobnego rozwiązania. Rozmawiajmy poważnie. Powtarzacie państwo nieprawdziwe informacje - wystąpienie posła zirytowało wicepremier, minister polityki społecznej Izabelę Jarugę-Nowacką.
Parlamentarzyści gubili się też w wyliczeniach. Mylili finansowe skutki emerytalnych zmian. Twierdzili, że rząd wprowadził ich w błąd, bo informował, że ustawa o górniczych emeryturach i późniejsze wprowadzenie pomostowych emerytur będą kosztowały 26 mld zł. - Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek mówiła o 26 mld zł. Przedstawiałam skutki finansowe w poszczególnych latach, bo w ubezpieczeniach społecznych jest tak, że koszty rosną z roku na rok -wyjaśniała cierpliwie wiceminister polityki społecznej Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Posłów jednak interesowało coś innego. Zajęli się szukaniem winnych wtorkowej manifestacji przed Sejmem. Opozycja szybko znalazła winowajcę, uznała, że za zamieszki odpowiada marszałek Włodzimierz Cimoszewicz. - To pan marszałek słabością charakteru i brakiem konsekwencji doprowadził do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Kto najpierw blokował ustawę, a potem ugiął się, gdy w ruch poszły kije, petardy i śruby? - denerwował się Jan Rokita (PO). - Winny jest pan marszałek, który podburzył górników, mówiąc w radiowych Sygnałach Dnia, że nie ustąpi - grzmiał szef Samoobrony Andrzej Lepper.
Wątpliwości nie miały też PSL i PiS. - Projekt o górniczych emeryturach był gotowy od dawna i mogliśmy się nim zająć, wtedy górnicy nie przyszliby do nas pod Sejm. Ale może marszałkowi chodziło o burdy - zastanawiała się Anna Nowak (PiS).
Posłowie szybko znaleźli innego winowajcę. - Przypominam, że to PO w czasie posiedzeń Konwentu utwierdzała marszałka w przekonaniu, aby nie dopuszczał do głosowania nad projektem ustawy o górniczych emeryturach - zaczęła posłanka PiS. - Dlaczego górnicy domagają się w tak dramatyczny sposób sprawiedliwości od tego Sejmu? Czyżby obawiali się rządów PO?- pytał szef ludowców Waldemar Pawlak i sam sobie odpowiadał: - I słusznie się obawiają.
Do krytyki Platformy Obywatelskiej z chęcią przyłączyła się Samoobrona: - Wy roztrwonicie Polskę, ale ludzie wam na to nie pozwolą, bo oni wiedzą, gdzie w najbliższych wyborach postawić krzyżyk. Wasz populizm sięgnął zenitu Marsa.
Według Zygmunta Wrzodaka dziś trwa "nagonka na ludzi ciężkiej pracy". - Co może powiedzieć pan Rokita o problemie ludzi pracy? Czy on był w kopalni, na dół zjechał? Czy zna jej zapach? Nie. Pan Rokita nigdy nie przyłożył się do pracy - argumentował poseł.
Dostało się także rządowi. Posłowie zarzucili mu, że jest sprawcą zamieszania wokół emerytur, bo przez cztery lata nie przygotował ustawy o emeryturach pomostowych, które miały zastąpić od 2007 r. wcześniejsze emerytury.
KATARZYNA SADŁOWSKA

Jan Rokita:
-Nie możemy decydować o jednej grupie społecznej kosztem innych, dlatego że poleciały śruby i petardy

Górnicy dostali to, o co się bili z policją

Posłowie zdecydowali: górnicy będą mieli odrębny, korzystniejszy system emerytalny. Emerytury pomostowe wejdą w życie o rok później - nie od 2007 r., ale dopiero od 2008 r.
Rząd i eksperci krytykują te decyzje. - Dziś system ubezpieczeń dużo kosztuje, bo dużo osób z niego korzysta. Wcześniejsze emerytury kosztują dziś około 14 mld zł. Jeden ubezpieczony rocznie płaci ponad tysiąc złotych, żeby je sfinansować - tłumaczyła Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister polityki społecznej. - Reforma emerytalna z 1999 r. była potrzebna dlatego, że w przyszłości pracujący nie będą w stanie sfinansować wypłat emerytur i rent. Dzieci rodzi się coraz mniej, a emerytów przybywa. Posłów jednak nie przekonała. - Górnicy pracują w ekstremalnych warunkach i muszą być traktowani w szczególny sposób - argumentowała Maria Nowak (PiS).
Posłowie zdecydowali, że górnicy tak jak dziś będą przechodzić na wcześniejsze emerytury po 25 latach pracy pod ziemią, bez względu na wiek. Wszystkie kluby, z wyjątkiem PO, zgodziły się też na poprawkę SdPl, by odłożyć o rok wprowadzenie emerytur pomostowych.
- Wcześniejsze emerytury dla wszystkich zatrudnionych w trudnych warunkach, a nie tylko dla górników -namawiał Jan Rokita, szefKlubu PO. I zaproponował przyjęcie ustawy o emeryturach pomostowych, które mają zastąpić wcześniejsze emerytury. Projekt ten, opracowany przez ekspertów, jest niemal identyczny z przygotowanym, ale ostatecznie nieprzyjętym przez rząd. Zakłada, że specjalne zasady obejmą nie tylko górników, ale także m.in. hutników, nurków, rybaków czy pilotów samolotów. Ofertą PO nikt nie był jednak zainteresowany. -Uchwalenie tej ważnej ustawy dziś na łapu-capu może doprowadzić tylko do kolejnych zamieszek na ulicach -argumentował Marek Borowski (SdPl).
Katarzyna Sadłowska

GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" Profesor Marek Góra
Wsparcie skrojone na miarę

Parlament przyczynił się do zamieszania wokół emerytur górniczych - mówi profesor Marek Góra.

Rz: Czym różnią się proponowane przez rząd emerytury pomostowe od dziś obowiązujących wcześniejszych emerytur?
PROF. MAREK GÓRA: Po pierwsze emerytury pomostowe są dostosowane do faktycznych potrzeb pracowników zatrudnionych w szczególnych sytuacjach. Obejmują tylko tych, którzy naprawdę wymagają takiego wsparcia. Wcześniejsze emerytury to wynik rozdawania przywilejów, które miało miejsce w latach 80. Wtedy ludziom obiecywano złote góry, ale nikt nie martwił się, gdzie znajdą się pieniądze na sfinansowanie tych obietnic. Dziś koszt wcześniejszych emerytur jest główną przyczyną naszego wysokiego bezrobocia. Po drugie emerytury pomostowe różnią się od wcześniejszych sposobem finansowania.
Są tańsze...
Tak, z dwóch powodów. Stary system był marnotrawny, a pomostówki mają trafić do najbardziej potrzebujących. Poza tym składkę na emerytury pomostowe, za pracowników zatrudnionych w szczególnych warunkach, zapłacą pracodawcy. Dziś nie ponoszą żadnych kosztów z tego powodu, że ci ludzie, pracując dla nich, tracą zdrowie. To spowoduje, że cały system będzie tańszy dla nas wszystkich, bo to my go finansujemy.
Posłowie zdecydowali wczoraj o przesunięciu o rok terminu wprowadzenia pomostówek. Jak Pan ocenia tę decyzję?
Jest ona nieodpowiedzialna. Będzie tak samo jak ze słynną już ustawą 203, która dawała podwyżki pracownikom służby zdrowia, ale zabrakło na nie pieniędzy. Nikt nie pomyślał, skąd je wziąć, tak jak i tym razem. Nie powinniśmy przesuwać wprowadzenia emerytur pomostowych, bo to będzie nas dużo kosztować. Więcej ludzi straci pracę, mniej ją zyska, będziemy mieli mniej pieniędzy na inne potrzeby, jak na przykład zdrowie czy edukacja. Zmniejszy się też presja na kolejne rządy, aby pilnie rozwiązać sprawę pomostówek, skoro termin ich wprowadzenia można zawsze odsunąć.
Jak ocenia pan projekt ustawy o emeryturach pomostowych przygotowany przez ekspertów, który zgłosiła wczoraj PO, a który przepadł?
On jest zbieżny z projektem przygotowanym przez rząd. Jest to dokładnie ustawa, o jaką chodzi - najtańsza dla społeczeństwa, z jasno sprecyzowanymi kryteriami, według których przyznawane będą emerytury pomostowe, i jasnymi zasadami ich finansowania.
Padały jednak zarzuty, że listę zawodów wyznaczyli eksperci wybrani przez rząd?
Nieprawda, to autorytety w dziedzinie prawa pracy, ale jeśli ktoś inny poda merytoryczne argumenty za tym, żeby zmienić listę, to zawsze można to zrobić.
Niestety dziś czas nie sprzyja takiemu porozumieniu.
Dlatego najlepiej by się stało, gdyby parlamentarzyści zaprzestali prac nad tym drażliwym problemem i zostawili racjonalne jego rozstrzygnięcie, w pierwszej kolejności, już nowemu parlamentowi. Tak się jednak nie stanie. Szkoda, bo tak skomplikowanych ustaw, które dotyczą problemów społecznych, nie można rozwiązywać w takich warunkach jak dziś - przed wyborami, w pośpiechu, pod naciskiem społecznym.
To prowadzi do różnych nieporozumień...
To prawda, ci ludzie, których we wtorek wyprowadzono na ulicę, byli zdezorientowani. Nikt nigdy nie proponował, aby górnicy pracowali do 65 roku pod ziemią. To kompletne nieporozumienie, ale takie postawienie sprawy spowodowało u nich poczucie zagrożenia, które rozładowali na ulicach Warszawy. Parlament przyczynił się do zamieszania, jakie powstało wokół emerytur górniczych i w ogóle wokół problemu emerytur pomostowych.
rozmawiała Katarzyna Sadłowska
Profesor Marek Góra jest ekspertem od ubezpieczeń społecznych


Warszawa oszacowała straty po demonstracji górników Władze Warszawy wyceniają zniszczenia miejskiej infrastruktury po manifestacji górników w Warszawie na kilkanaście tysięcy złotych - to bilans połamanych barierek, zdewastowanych trawników i betonowych klombów. Miasto będzie się domagać odszkodowań od organizatorów manifestacji.