|
Artykuły
Warszawa: bitwa z
górnikami PAP, TOK FM, pi 26-07-2005
Starciami z policją zakończyła się wtorkowa
manifestacja górników w obronie prawa do emerytury po 25 latach pracy
pod ziemią, mimo iż otrzymali oni zapewnienie, że parlament na obecnym
posiedzeniu zajmie się ich sprawą. W manifestacji przed Sejmem
uczestniczyło ok. 5,5 tys. górników. 37 policjantów i 7 górników
odniosło obrażenia, zatrzymano 69 osób
Teren wokół Sejmu przypominał wielkie pobojowisko. Powyrywane kwiaty,
połamane gałęzie drzew i krzewów, rozbite płyty chodnikowe.
Regularna bitwa między związkowcami a policją zaczęła się ok. 12.30.
Rozwścieczeni związkowcy najpierw przewrócili barierki, a później
zaatakowali funkcjonariuszy oddzielających ich od gmachu Sejmu. Użyto
gazu i armatki wodnej.
Tymczasem okazało się, że starcia były niepotrzebne, bo sejmowa komisja
polityki społecznej zdecydowała, że zarekomenduje Sejmowi utrzymanie
obecnego systemu emerytur dla górników. Wacław Czerkawski z ZZW Górników
w Polsce: - Skończyła się komisja, która przyjęła projekt emerytur
górniczych. Mówiliśmy ludziom, że ustawa przyjęta i żeby ewakuować
ludzi. Niestety nie do wszystkich to dotarło. Wybieramy się teraz do
marszałka z prośbą by projekt przedłożył w Sejmie do głosowania i
przeprosić za to co się stało. Komuś puściły nerwy. Nie szło opanować
emocji. Nad 7 tysiącami ludzi zapanować jest bardzo ciężko, resztę
zrobiły promienie słoneczne. Niepotrzebna wojna, są ofiary po obu
stronach, za które serdecznie przepraszam.
O 13.40 Klaudiusz Slezak, reporter radia TOK FM relacjonował: - Górnicy
na ulicy Górnośląskiej nic nie wiedzieli o zgodzie komisji. 100-200 osób
szamocze się z policją, ta ich spycha, niszczone są auta, które są
zaparkowane w pobliżu. Prym wśród górników wiedzie poseł Garbiel
Janowski. Próbuje ich uspokajać, ci jednak widząc, że policja go nie
atakuje zachowują się jeszcze bardziej agresywnie. Policja przez
megafony apeluje, by osoby z immunitetem opuściły tłum.
Relacja Slezaka z godz. 13.05: - "Na ul. Górnosląskiej trwa bitwa,
górnicy rzucają czym popadnie, w tym płytami chodnikowymi. Chcą dalej
walczyć. Policja rozbiła tłum na mniejsze grupki. Najbardziej krewkich
zakuto w kajdanki, reszta jest rozwścieczona. Wielu górników przyjechało
tylko po to by stoczyć walkę. Nie chcą rozmawiać z władzami. Większość
górników co prawda chciała rozmów z parlamentarzystami, ale przewagę
zdobyli ci, którym zależało na rozróbie. Widziałem kilkanaście osób z
rozbitymi głowami, które odwoziły karetki. Kordon policji był jednak
gęsty i karetki nie mogły dojechać na miejsce. Na miejscu są tylko trzy
karetki , których załogi mają mnóstwo pracy. Wielu górników ma rozbite
głowy, wielu dostało kamieniami od kolegów którzy nie dorzucili do
policjantów. Nie widziałem jednak pijanych osób."
Gaz łzawiący w Sejmie
Gaz łzawiący, użyty podczas wtorkowego starcia manifestujących górników
z policją, przedostał się do budynków sejmowych. Osoby jedzące obiad w
sejmowej restauracji, której okna wychodzą bezpośrednio na ulicę, gdzie
odbywał się protest, pospiesznie opuszczały salę z załzawionymi oczami.
W kuluarach sejmowych, gdzie ustawione są telewizory, posłowie
obserwowali bezpośrednią relację sprzed Sejmu. Zajścia obserwowano także
z okien wychodzących na ulicę Wiejską.
Wjazd na teren sejmowy przez cały czas trwania zamieszek był właściwe
niemożliwy, nawet dla samochodów posiadających specjalne przepustki.
Były wicepremier Jerzy Hausner, który spieszył się do Sejmu na
konferencję prasową, musiał wspinać się, aby pokonać barierki ustawione
dla zapewnienia bezpieczeństwa na terenie parlamentu. Podobnie do
budynku musiał przedostać się senator Andrzej Wielowieyski.
Bitwa pod Sejmem.
Politycy ulegli górnikom Dominik Uhlig, Józef
Krzyk, Piotr Purzyński, Katowice 27-07-2005,
Na policjantów leciały kamienie, nakrętki,
styliska kilofów. Rannych zostało 37 policjantów i siedmiu górników.
Górnicy przyjechali we wtorek do Warszawy, żeby zmusić Sejm do
utrzymania korzystnej dla siebie ustawy emerytalnej. Politycy ulegli
Tuż po siódmej, kiedy górnicy dopiero co przyszli pod Sejm, w stronę
ochraniających policjantów już poleciały pierwsze petardy. -
Przestańcie, nie przyszliśmy się tu napier... z policją, mamy do
załatwienia ważną sprawę - wołali szefowie związków.
Wrogiem numer jeden okrzyknęli marszałka Sejmu Włodzimierza
Cimoszewicza, który jeszcze rano zapowiedział, że nie wprowadzi projektu
ustawy emerytalnej pod obrady Sejmu, bo "w końcówce swego istnienia Sejm
nie ma prawa podejmować decyzji, które mogą zrujnować system finansów
publicznych".
Dotychczasowa ustawa, według której do uzyskania emerytury wystarczy
przepracować 25 lat pod ziemią bez względu na stanowisko, miała
obowiązywać do 31 grudnia 2006 r.
Przygotowany kilka miesięcy temu przez "Solidarność", a podpisany przez
150 tys. osób (czyli więcej, niż pracuje w górnictwie) obywatelski
projekt ustawy emerytalnej zakłada przedłużenie dotychczasowych
uprawnień.
Nie chce się zgodzić na to rząd, bo według jego wyliczeń do 2011 r. z
budżetu trzeba będzie dopłacić do górniczych emerytur 26 mld zł.
Proponuje za to emerytury pomostowe. - Zatrudnieni pod ziemią w wieku 55
lat przechodziliby na emerytury pomostowe - powiedziała nam Agnieszka
Chłoń-Domińczak, wiceminister polityki społecznej.
Górnicy nie chcą jednak o tym słyszeć. - Po ćwierćwieczu pracy na
przodku człowiek jest już wrakiem - argumentuje Dominik Kolorz, szef
górniczej "Solidarności". - Górnicy mają zmiany stawów i kręgosłupa, bo
w nienaturalnych pozycjach dźwigają olbrzymie ciężary. Do tego dochodzą
zniszczone przez pył węglowy płuca. Na cmentarzu w Rybniku Chwałowicach
leży wielu górników, którzy nie dożyli 60 lat - dodaje.
Pomysł nie podoba się także szefom spółek węglowych, bo pomostówkę
wypłacałyby budżet państwa i pracodawca. - To coś, czego nie ma w Unii
Europejskiej, czyli dodatkowe koszty. Tylko Kompania Węglowa (71 tys.
zatrudnionych) wydawałaby rocznie na ten cel 250 mln zł. To połowa jej
budżetu na inwestycje - wyjaśnia Piotr Rykala, prezes Związku
Pracodawców Górnictwa Węgla Kamiennego.
Mimo wcześniejszych obiekcji marszałek Cimoszewicz obiecał po południu
liderom związkowym, że do drugiego czytania trafi projekt
"Solidarności". Zostanie jednak okrojony o artykuł dotyczący przywilejów
emerytalnych dla górniczych działaczy związkowych. Straciliby oni
możliwość traktowania pracy związkowej jak pracy pod ziemią (15 lat pod
ziemią plus 10 lat pracy związkowej miało się liczyć jak 25 lat pod
ziemią).
Związkowcy górnicy zgodzili się na te zmiany. Strony uzgodniły też
wykreślenie z ustawy innych grup zawodowych, min. hutników i
nauczycieli.
Jak powiedziała nam wiceminister Chłoń-Domińczak, rząd będzie przeciw
tej propozycji. - Zdecydują posłowie, którzy ostatnio wielokrotnie
głosowali wbrew rządowi. Jeśli projekt obywatelski przejdzie, będzie to
wielki sukces górników, za który zapłacą inni.
Przywileje emerytalne górników skrytykował b. minister gospodarki i
pracy Jerzy Hausner. - Mamy do czynienia z rozmontowywaniem systemu
emerytalnego, inne grupy będą chciały tych samych przywilejów. Polska na
tym właśnie cierpi - podkreślał Hausner. - Górnicy - dodał - i tak mają
obliczane emerytury w sposób korzystniejszy niż inne grupy zawodowe ze
względu na tzw. przeliczniki zaliczające każdy rok pracy pod ziemią w
wymiarze dłuższym niż rok (1,8 lub 1,5).
Posłowie z większości klubów deklarowali wczoraj, że poprą okrojony
projekt "Solidarności".
Sejm przyjął ustawę o
górniczych emeryturach Monika Adamowska
27-07-2005 Sejm przyznał górnikom
bezterminowo specjalny system emerytalny. Będą mogli po 25 latach pracy
pod ziemią przechodzić na emeryturę bez względu na wiek. Pozostali
pracujący w szczególnych warunkach, w tym nauczyciele mogą też
przechodzić na wcześniejszą emeryturę, ale tylko do końca 2007 r.
Za ustawą głosowało 295 posłów, 43 było przeciw, wstrzymała się jedna
osoba.
Po wtorkowych górniczych demonstracjach pod Sejmem posłowie w
ekspresowym tempie zajęli się wczoraj zmianami w systemie emerytalnym.
Spełnili oczekiwania nie tylko górników, ale także wszystkich innych
grup pracujących w szczególnych warunkach, m.in. hutników, kolejarzy,
rybaków i nauczycieli. SdPl i PiS zaproponowały bowiem, by te grupy
miały przedłużoną o rok - do końca 2007 r. możliwość przechodzenia na
wcześniejszą emeryturę na dotychczasowych zasadach.
Zaczęło się już o godz. 9 rano. Posłowie rozpoczęli pospieszne drugie
czytanie leżącego od czerwca w Sejmie projektu.
Debata
Ale w debacie mniej zajmowano się meritum sprawy a bardziej polemikami
między sobą i komentowaniem wtorkowej demonstracji. Większość obciążała
marszałka Włodzimierza Cimoszewicza (SLD) odpowiedzialnością za
zamieszanie z projektem ustawy i za to, że tygodniami nie dopuszczał pod
obrady projektu. Zarzucano mu, że ugiął się dopiero gdy górnicy przybyli
pod Sejm, przez co pospieszna dyskusja nad ważnymi przepisami trwa
podczas kampanii wyborczej.
Waldemar Pawlak (PSL) atakował Cimoszewicza: - Mechanizmy parlamentarne
są chore, skoro jedna osoba może coś dopuścić lub nie. Po co było
pokazywać, że się jest stanowczym i silnym wobec kulturalnych i
słabszych, a słabym wobec siły i protestu?
Także Maria Nowak (PiS) miała marszałkowi za złe wtorkowe zachowanie. -
Społeczeństwo otrzymało sygnał, że burdami przed Sejmem można osiągać
swoje cele - mówiła.
Oburzał się też Jan Rokita (PO): - W tej sytuacji Sejm może sobie
wyrobić opinię zastraszonego kijami i śrubami. Od nas zależy czy władza
publiczna będzie traktowana jak popychadło, w dodatku cwaniackie
popychadło, które kręciło, by nie dać, ale kije ją wystraszyły.
Projekt Platformy
Rokita przestrzegł przed zajmowaniem się tylko górnikami i w imieniu PO
złożył nowy projekt ustawy - formalnie jako poprawkę do projektu
rozpatrywanego przez Sejm.
60-stronicowy projekt PO (szykowany do przedstawienie w Sejmie następnej
kadencji) zakłada wprowadzenie emerytur pomostowych i stworzenie
specjalnego funduszu, z którego byłyby one finansowane. Górnicy przejść
na "pomostówkę" mogliby już po 15 latach pod ziemią.
Osoby, które "nie załapałyby się" na wcześniejsze emerytury do końca
2006 r. i nie przeszłyby na pomostowe, dostałyby rekompensaty, np. w
postaci podwyższenia kapitału emerytalnego.
Projekt PO przepadł jednak w głosowaniu.
Co posłowie uchwalili?
Przyjęte wczoraj poprawki zakładają, że ten, kto przepracuje na dole 25
lat będzie mógł przejść na emeryturę bez względu na wiek. Pozostali mogą
to zrobić w dwóch przypadkach: (gdy skończą 55 lat i mają za sobą 25 lat
pracy górniczej, w tym co najmniej 10 pod ziemią; (kiedy mają 50 lat i
25 lat pracy, ale w tym aż 15 pod ziemią.
Zawężono spis prac traktowanych jako równorzędne z pracą pod ziemią.. -
Przywileje stracili urzędnicy górniczy, lekarze górniczych ZOZ-ów, a
nawet samorządowcy, którzy pełniliby nadzór właścicielski nad kopalnią -
wyjaśnia Jacek Kasprzyk, wiceprzewodniczący sejmowej komisji polityki
społecznej.
Osobom pracującym w szczególnie trudnych warunkach m.in. rybakom,
kolejarzom i nauczyciele - przedłużono o rok możliwość przechodzenia na
wcześniejsza emeryturę. Będą mogli to zrobić do 31 grudnia 2007 r.
Oczywiście jeśli dzisiaj Senat nie zakwestionuje sejmowych ustaleń, a
potem podpisze je prezydent.
Jaki będzie koszt tych zmian?
Wiceminister Agnieszka Chłoń-Domińczak w Ministerstwie Polityki
Społecznej tłumaczyła, że dziś wszystkie wcześniejsze emerytury
pochłaniają 14 mld zł rocznie (oznacza to, że każdy pracujący płaci
rocznie ponad 1 tys. zł na sfinansowanie tych emerytur).
Z jej wyliczeń wynika, że specjalny system emerytalny dla górników i
przedłużenie do 2007 r. prawa do wcześniejszej emerytury dla licznych
grup zawodowych spowoduje zwiększenie wydatków z Funduszu Ubezpieczeń
Społecznych o 1 mld zł w 2007 r. i o 2 mld w 2008 r.]
Po bitwie górników walka
na słowa Rzeczpospolita
Debata o górniczych emeryturach przerodziła
się w przedwyborczy festiwal. Posłowie zajęli się głównie szukaniem
winnych wtorkowych burd. Najbardziej dostało się marszałkowi Sejmu,
potem PO i rządowi.
Sejm nie był najlepiej do dyskusji przygotowany. - Nie ma takiej
możliwości, aby górnik pracował do 65. roku pod ziemią - zaczął Wacław
Martyniuk z SLD. - Nikt nigdy nie proponował podobnego rozwiązania.
Rozmawiajmy poważnie. Powtarzacie państwo nieprawdziwe informacje -
wystąpienie posła zirytowało wicepremier, minister polityki społecznej
Izabelę Jarugę-Nowacką.
Parlamentarzyści gubili się też w wyliczeniach. Mylili finansowe skutki
emerytalnych zmian. Twierdzili, że rząd wprowadził ich w błąd, bo
informował, że ustawa o górniczych emeryturach i późniejsze wprowadzenie
pomostowych emerytur będą kosztowały 26 mld zł. - Nie przypominam sobie,
żebym kiedykolwiek mówiła o 26 mld zł. Przedstawiałam skutki finansowe w
poszczególnych latach, bo w ubezpieczeniach społecznych jest tak, że
koszty rosną z roku na rok -wyjaśniała cierpliwie wiceminister polityki
społecznej Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Posłów jednak interesowało coś innego. Zajęli się szukaniem winnych
wtorkowej manifestacji przed Sejmem. Opozycja szybko znalazła winowajcę,
uznała, że za zamieszki odpowiada marszałek Włodzimierz Cimoszewicz. -
To pan marszałek słabością charakteru i brakiem konsekwencji doprowadził
do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Kto najpierw blokował ustawę, a
potem ugiął się, gdy w ruch poszły kije, petardy i śruby? - denerwował
się Jan Rokita (PO). - Winny jest pan marszałek, który podburzył
górników, mówiąc w radiowych Sygnałach Dnia, że nie ustąpi - grzmiał
szef Samoobrony Andrzej Lepper.
Wątpliwości nie miały też PSL i PiS. - Projekt o górniczych emeryturach
był gotowy od dawna i mogliśmy się nim zająć, wtedy górnicy nie
przyszliby do nas pod Sejm. Ale może marszałkowi chodziło o burdy -
zastanawiała się Anna Nowak (PiS).
Posłowie szybko znaleźli innego winowajcę. - Przypominam, że to PO w
czasie posiedzeń Konwentu utwierdzała marszałka w przekonaniu, aby nie
dopuszczał do głosowania nad projektem ustawy o górniczych emeryturach -
zaczęła posłanka PiS. - Dlaczego górnicy domagają się w tak dramatyczny
sposób sprawiedliwości od tego Sejmu? Czyżby obawiali się rządów PO?-
pytał szef ludowców Waldemar Pawlak i sam sobie odpowiadał: - I słusznie
się obawiają.
Do krytyki Platformy Obywatelskiej z chęcią przyłączyła się Samoobrona:
- Wy roztrwonicie Polskę, ale ludzie wam na to nie pozwolą, bo oni
wiedzą, gdzie w najbliższych wyborach postawić krzyżyk. Wasz populizm
sięgnął zenitu Marsa.
Według Zygmunta Wrzodaka dziś trwa "nagonka na ludzi ciężkiej pracy". -
Co może powiedzieć pan Rokita o problemie ludzi pracy? Czy on był w
kopalni, na dół zjechał? Czy zna jej zapach? Nie. Pan Rokita nigdy nie
przyłożył się do pracy - argumentował poseł.
Dostało się także rządowi. Posłowie zarzucili mu, że jest sprawcą
zamieszania wokół emerytur, bo przez cztery lata nie przygotował ustawy
o emeryturach pomostowych, które miały zastąpić od 2007 r. wcześniejsze
emerytury.
KATARZYNA SADŁOWSKA
Jan Rokita:
-Nie możemy decydować o jednej grupie społecznej kosztem innych, dlatego
że poleciały śruby i petardy
Górnicy dostali to, o co
się bili z policją Posłowie
zdecydowali: górnicy będą mieli odrębny, korzystniejszy system
emerytalny. Emerytury pomostowe wejdą w życie o rok później - nie od
2007 r., ale dopiero od 2008 r.
Rząd i eksperci krytykują te decyzje. - Dziś system ubezpieczeń dużo
kosztuje, bo dużo osób z niego korzysta. Wcześniejsze emerytury kosztują
dziś około 14 mld zł. Jeden ubezpieczony rocznie płaci ponad tysiąc
złotych, żeby je sfinansować - tłumaczyła Agnieszka Chłoń-Domińczak,
wiceminister polityki społecznej. - Reforma emerytalna z 1999 r. była
potrzebna dlatego, że w przyszłości pracujący nie będą w stanie
sfinansować wypłat emerytur i rent. Dzieci rodzi się coraz mniej, a
emerytów przybywa. Posłów jednak nie przekonała. - Górnicy pracują w
ekstremalnych warunkach i muszą być traktowani w szczególny sposób -
argumentowała Maria Nowak (PiS).
Posłowie zdecydowali, że górnicy tak jak dziś będą przechodzić na
wcześniejsze emerytury po 25 latach pracy pod ziemią, bez względu na
wiek. Wszystkie kluby, z wyjątkiem PO, zgodziły się też na poprawkę SdPl,
by odłożyć o rok wprowadzenie emerytur pomostowych.
- Wcześniejsze emerytury dla wszystkich zatrudnionych w trudnych
warunkach, a nie tylko dla górników -namawiał Jan Rokita, szefKlubu PO.
I zaproponował przyjęcie ustawy o emeryturach pomostowych, które mają
zastąpić wcześniejsze emerytury. Projekt ten, opracowany przez
ekspertów, jest niemal identyczny z przygotowanym, ale ostatecznie
nieprzyjętym przez rząd. Zakłada, że specjalne zasady obejmą nie tylko
górników, ale także m.in. hutników, nurków, rybaków czy pilotów
samolotów. Ofertą PO nikt nie był jednak zainteresowany. -Uchwalenie tej
ważnej ustawy dziś na łapu-capu może doprowadzić tylko do kolejnych
zamieszek na ulicach -argumentował Marek Borowski (SdPl).
Katarzyna Sadłowska
GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" Profesor Marek Góra
Wsparcie skrojone na miarę
Parlament przyczynił się do zamieszania wokół emerytur górniczych - mówi
profesor Marek Góra.
Rz: Czym różnią się proponowane przez rząd emerytury pomostowe od dziś
obowiązujących wcześniejszych emerytur?
PROF. MAREK GÓRA: Po pierwsze emerytury pomostowe są dostosowane do
faktycznych potrzeb pracowników zatrudnionych w szczególnych sytuacjach.
Obejmują tylko tych, którzy naprawdę wymagają takiego wsparcia.
Wcześniejsze emerytury to wynik rozdawania przywilejów, które miało
miejsce w latach 80. Wtedy ludziom obiecywano złote góry, ale nikt nie
martwił się, gdzie znajdą się pieniądze na sfinansowanie tych obietnic.
Dziś koszt wcześniejszych emerytur jest główną przyczyną naszego
wysokiego bezrobocia. Po drugie emerytury pomostowe różnią się od
wcześniejszych sposobem finansowania.
Są tańsze...
Tak, z dwóch powodów. Stary system był marnotrawny, a pomostówki mają
trafić do najbardziej potrzebujących. Poza tym składkę na emerytury
pomostowe, za pracowników zatrudnionych w szczególnych warunkach,
zapłacą pracodawcy. Dziś nie ponoszą żadnych kosztów z tego powodu, że
ci ludzie, pracując dla nich, tracą zdrowie. To spowoduje, że cały
system będzie tańszy dla nas wszystkich, bo to my go finansujemy.
Posłowie zdecydowali wczoraj o przesunięciu o rok terminu wprowadzenia
pomostówek. Jak Pan ocenia tę decyzję?
Jest ona nieodpowiedzialna. Będzie tak samo jak ze słynną już ustawą
203, która dawała podwyżki pracownikom służby zdrowia, ale zabrakło na
nie pieniędzy. Nikt nie pomyślał, skąd je wziąć, tak jak i tym razem.
Nie powinniśmy przesuwać wprowadzenia emerytur pomostowych, bo to będzie
nas dużo kosztować. Więcej ludzi straci pracę, mniej ją zyska, będziemy
mieli mniej pieniędzy na inne potrzeby, jak na przykład zdrowie czy
edukacja. Zmniejszy się też presja na kolejne rządy, aby pilnie
rozwiązać sprawę pomostówek, skoro termin ich wprowadzenia można zawsze
odsunąć.
Jak ocenia pan projekt ustawy o emeryturach pomostowych przygotowany
przez ekspertów, który zgłosiła wczoraj PO, a który przepadł?
On jest zbieżny z projektem przygotowanym przez rząd. Jest to dokładnie
ustawa, o jaką chodzi - najtańsza dla społeczeństwa, z jasno
sprecyzowanymi kryteriami, według których przyznawane będą emerytury
pomostowe, i jasnymi zasadami ich finansowania.
Padały jednak zarzuty, że listę zawodów wyznaczyli eksperci wybrani
przez rząd?
Nieprawda, to autorytety w dziedzinie prawa pracy, ale jeśli ktoś inny
poda merytoryczne argumenty za tym, żeby zmienić listę, to zawsze można
to zrobić.
Niestety dziś czas nie sprzyja takiemu porozumieniu.
Dlatego najlepiej by się stało, gdyby parlamentarzyści zaprzestali prac
nad tym drażliwym problemem i zostawili racjonalne jego rozstrzygnięcie,
w pierwszej kolejności, już nowemu parlamentowi. Tak się jednak nie
stanie. Szkoda, bo tak skomplikowanych ustaw, które dotyczą problemów
społecznych, nie można rozwiązywać w takich warunkach jak dziś - przed
wyborami, w pośpiechu, pod naciskiem społecznym.
To prowadzi do różnych nieporozumień...
To prawda, ci ludzie, których we wtorek wyprowadzono na ulicę, byli
zdezorientowani. Nikt nigdy nie proponował, aby górnicy pracowali do 65
roku pod ziemią. To kompletne nieporozumienie, ale takie postawienie
sprawy spowodowało u nich poczucie zagrożenia, które rozładowali na
ulicach Warszawy. Parlament przyczynił się do zamieszania, jakie
powstało wokół emerytur górniczych i w ogóle wokół problemu emerytur
pomostowych.
rozmawiała Katarzyna Sadłowska
Profesor Marek Góra jest ekspertem od ubezpieczeń społecznych
Warszawa oszacowała straty po demonstracji górników Władze Warszawy
wyceniają zniszczenia miejskiej infrastruktury po manifestacji górników
w Warszawie na kilkanaście tysięcy złotych - to bilans połamanych
barierek, zdewastowanych trawników i betonowych klombów. Miasto będzie
się domagać odszkodowań od organizatorów manifestacji.
|